środa, 5 października 2016

Portfolio

Przeznaczenie mnie dopadło, mimo że się zapierałam rękami i nogami. Nietrudno było zauważyć zniknięcie podstron z projektami na stronie. Powód był techniczny, umieszczanie tego typu treści na blogu należało do czasochłonnych zajęć. Dla zwiększenia wygody mojej (i oczywiście odwiedzających) swoje zaginione projekty przeniosłam tutaj. (czyt. profesjonalne porfolio hurr-duur) O swoich poczynaniach wciąż będę pisać tutaj, ponieważ sprawia mi to, kolokwialnie mówiąc, sporo frajdy.

Na osłodę i otarcie łez umieszczam portret brzany neonka. Wesołego. Albo smutnego, kto wie... 

czwartek, 14 lipca 2016

Taśma


Nie będę się rozpisywać. Jeden bolący palec to nie jest dobra wymówka, ale trzy już tak. Moja kotka wojowała w ten sposób z piankami marshmallow. A ja zwykle biernie na to patrzyłam. W końcu sama się o to prosiła. ;)

wtorek, 5 lipca 2016

Burza

Zbiegi okoliczności spowodowały, że ten wpis pojawia się z opóźnieniem, a na dodatek nie będzie o tym, co zwykle. Zacznę od początku. Z okna mojego pokoju mam dość nietypowy widok: stary, przedwojenny, niemiecki domek. W centrum miasta. Pomiędzy nowymi kamieniczkami. Zdecydowanie przypomina to sytuację z Up!. W tym domku mieszkała sobie dla odmiany babcia w bardzo poważanym wieku. Nie udało mi się ignorować sąsiadki, a nawet chwilę złościłam się na nią. Jej piec miał komin na wysokości okna mojego mieszkania. Mam świadomość, że starego drzewa się nie przesadzi ani nie zmieni mu się nawyków. Pogodziłam się z wizją częstego czyszczenia okien z sadzy. 

Starsza kobieta w różowym szlafroku przesiadywała w oknie, obserwowała przechodniów, karmiła wrony. My nie ingerowaliśmy w jej życie a ona w nasze. Do czasu. Zbliżała się burza. Siedziałam w salonie i piłam kawę, gdy ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je i moim oczom ukazała się zapłakana babcia burzowa (tak ją później nazywaliśmy) w różowym szlafroku. Nie wiem jak weszła nie używając domofonu, ani to jak wśród tylu mieszkań zapukała do mojego. Wyjaśniła, że boi się burz i bardzo potrzebuje czyjejś obecności. Ugościłam ją. Okazała się interesującą, oczytaną i wykształconą osobą. Na dodatek demencja ją ominęła, więc spędziłam sporo czasu słuchając jej historii z przeszłości (mocno wsparte faktycznymi wydarzeniami historycznymi). Później akcja potoczyła się tak: co jakiś czas, bez zapowiedzi, przed burzą pojawiała się staruszka. Przyzwyczaiłam się do jej obecności, sporadycznych odwiedzin. Zawsze gdy wieszałam pranie na balkonie, machałam jej, gdy przesiadywała w swoim oknie. Uśmiechałyśmy się do siebie i mówiłyśmy sobie Dobrego dnia. Zwykła życzliwość. Piszę o tym wszystkim, ponieważ niezwykle zasmucała mnie samotność, która otaczała tą kobietę. Ona pamiętała o każdym dziecku, wnuku i prawnuku. Była sama. Ze zatrudnioną opiekunką. Wczoraj w końcu dowiedziałam się jak się nazywała. Z wywieszonej klepsydry na drzwiach jej domu. 

Nie zasmuciłam się faktem jej odejścia. Mam niestandardowe podejście do śmierci. Trochę to warunkuje moja wiara, a po części młody wiek. Odrobinę (tak tyci) śmieszy mnie społeczna tanatofobia. Jedyne co mnie wzrusza to fakt, że nie było dane tej kobiecie odejść w gronie najbliższych. Prawdopodobnie jej rodzina nie zdążyła się z nią pożegnać. Pokrzepia mnie świadomość, że to wszystko się stało się w śnie. Dzisiaj smutno uśmiecham się pod nosem, bo widzę że nadchodzi burza...


poniedziałek, 20 czerwca 2016

Teraz już wszystko jasne!

Około roku 2003 trafiłam w gazecie na art promujący Ghotica. Wtedy zadałam sobie, jedno, bardzo ważne pytanie. Co grafik sobie myśli, jak maluje nagość/półnagość? Teraz już wiem (hyhyhy). Odpowiedź brzmi - NIC. Co innego może chodzić po głowie, kiedy tworzy się Conano-podobnego draba? Nie trzęś tą ręką, popraw linię. Podczas mazania farbą, wszystkie myśli powoli kierują mnie do kulminacyjnego momentu, kiedy krytycznie spoglądam się na końcowe dzieło i z niepokojem szukam, czy czasem się czegoś nie spartoliłam. Nie tym razem.


Ponoć przy tak dużej muskulaturze nie można się drapać w pewnych miejscach (plecach). Warto mieć wtedy pomocną dłoń, nawet jeśli należy do brata :)

Loo nie jest kompletnie uzbrojony, ponieważ nie mam natchnienia, aby skończyć jego niecodzienną protezę. Na szkicu naniosłam wiele szczegółów, ma to ogromne znaczenie w następnym kroku. Kiedy maluję już czernią, nie mam możliwości naniesienia poprawek.


Zwykle używam różnych odcieni szarości, aby nadać półtony. Narzuciłam na siebie ograniczenie - liniami definiuję intensywność cieni. Ta zasada dotyczy wszystkich obecnie wykonywanych ilustracji.

Jeszcze zabawniej, jak człowiek próbuje autoportretu. Już nawet nie wnikam, do jakiego zaawansowanego "upiększania" dochodziło przy weźmy na to, barokowych portretach. Ja zamiast upiększać, próbowałam uwiecznić siebie w komiksowej stylistyce. Czy mi się udało, to inna sprawa, albowiem zdjęcia porównawczego nie dam. :) Proszę obejść się ze smakiem.


Tuszowanie

Kiedyś ktoś (mało) rozgarnięty powiedział: wszystkiego trzeba spróbować. Może chciał usprawiedliwić jakąś głupotę, kto wie. Cokolwiek miał na myśli, miał trochę racji. Podjęcie się pracy z tuszem i pędzlami zwyczajnie wyszło mi na dobre. Łatwiej jest mi wykonać lineart, który obok szkicu ma nadrzędną rolę przy tworzeniu dobrych prac. Poniżej prezentuję Lobo i kobitkę, określoną przez znajomych typową babą 
z amerykańskiego komiksu. Nie byle jakiego. Mocno wspierałam się Lobo: Portret bękarta, który wyszedł spod ołówka samego Simona Bisley'a. 


W książce Lobo nosi przy sobie hak, którego używa do wiadomych celów. Zamiast okrągłego, przypominającego wieszak, do rąk włożyłam hak rzeźniczy, tak dla lepszego efektu. 


Kobieta jak kobieta, biuściasta, blond pani oficer. Żałuję, że nie sfotografowałam szkicu, wyglądał całkiem nieźle.


niedziela, 12 czerwca 2016

Pandy część 2

Po napisaniu pracy dyplomowej w końcu będę miała czas na częstsze publikacje. Temat pand pojawia się po raz kolejny. :)


Przebrnięcie przez lineart. Dalej już było tylko lepiej.



Pierwsze wektorowe podejście. 


Nałożenie cieni i refleksów światła. Efekt cieszy nawet moje oko. 

PS. Powoli wszystko wraca na odpowiednie tory. W końcu. 

poniedziałek, 26 października 2015

Nowa dawka motywacji!

Dzisiejszy post będzie o projekcie, który powstał z potrzeb osobistych. Przy swoim miejscu pracy posiadam tablicę zapełnioną przeróżnymi karteczkami. Podczas porządków w ręce mi wpadły kartki z sentencjami. Uznałam, że dobrym pomysłem będzie przeniesienie ich na większy format. W ten oto sposób w pokoju zawisły nowe plakaty z Puffy'm i Russet'em. Oprócz dekorowania, ich urocze mordki skutecznie motywują mnie do działania! Jeden z plakatów zawiera mój ulubiony cytat z Fallouta NV. :)

piątek, 24 lipca 2015

O panience, co pandy miała

Parę dni temu zakończyłam pewne zlecenie, któremu poświęciłam sporo czasu. Tworzyłam "maskotki" (brand hero), które wkrótce pojawią się na stronie poświęconej zakupom w grach (głównie waluty występującej w rozgrywce). Podsumowując, dużo szkicowania i sporo poprawek. Oprócz współtworzenia  logo, wykonałam również ikony. Pandy pojawią się w kilku strategicznych miejscach, np. przy oknie logowania. Pracy było całkiem sporo, jednak z zadowoleniem mogę zaprezentować wyniki swojej pracy. Gdy strona będzie gotowa, dołączę link do wglądu. :)

Udostępniam również postacie i ikony, które nie zostały wykorzystane w projekcie. Takim przykładem są postacie, które przeznaczone na ikony traciły czytelność przy skalowaniu. 

Szkice logo. Po konsultacjach zdecydowano się na stojącą postać. 



Postacie pełnią funkcję estetyczna na stronie. Część z nich pojawi się na stronie jako małe ikony. Będą informowały o osiągnięciach użytkowników. Pandy z rękawiczkami, kulą u nogi oraz ze smoczkiem zostały zastąpione przez ikony przedstawiające przedmioty.

Ikony, które zostaną użyte do "odznaczania" użytkowników. 



Ponownie bestiariusz

Temat bestiariusza powraca po raz ostatni. Wizualizacja stworzonej przeze mnie książki.  Postacie podzieliłam na 5 środowisk, z których pochodzą. Aby ułatwić klasyfikację, zastosowałam system piktogramów. Kolorystyka również została temu podporządkowana. :)











Goo

Czasami sobie żartuję, że początkowi web designerzy zaczynają się uczyć, tworząc stronę dla World of goo. Sama próbowałam projektować pod stylistykę gry. Kto grał, ten wie, dlaczego zdobyła uznanie graczy. :) Niedawno miałam stworzyć reklamę w formie plakatu. Czegokolwiek. 

Wybór padł na tytuł, który wspominam z sentymentem. Wykorzystane zdjęcie pochodzi z moich zasobów :)